niedziela, 22 września 2013

Rozdział 5.



Gdy tylko przekroczyłam próg hotelu usłyszałam krzyki. Po chwili przede mną pojawili się Kubacki oraz starszy z Kotów. Byli uśmiechnięci od ucha do ucha i nawzajem się popychali. Na ten widok parsknęłam śmiechem.
-Jak dzieci. - pomyślałam.
-Kruczek cię woła. - powiedział do mnie Kuba i oboje gdzieś pobiegli.
Zaciekawiona zaczęłam wspinać się po schodach, chowając po drodze moje słuchawki do torebki. Gdy znalazłam się pod pokojem pana Łukasza poprawiłam ze zdenerwowania bluzkę i zapukałam. Chwilę czekałam, już miałam wracać, ale usłyszałam 'proszę' i weszłam.
-Dzień dobry. Chciał mnie pani widzieć, prawda?
-Tak, Emmo. Proszę usiądź.
Posłusznie usadowiłam się na krześle i ponownie spojrzałam na mojego rozmówcę.
-Trochę pozmieniały nam się plany i wyjeżdżamy dzisiaj wieczorem.
Popatrzyłam pytająco na Kruczka.
-Chciałbym, żebyś powiadomiła o tym naszych chłopaków.
Skinęłam głową.
-Oczywiście. Czy coś jeszcze?
-Nie. Dziękuję ci.
Wstałam i szybkim krokiem wyszłam z pokoju. Spojrzałam na zegarek. Była 13:49. Mam jeszcze sporo czasu.
***
-Mmm, no i jak tam ci się udała randka z naszą kochaną Em? - usłyszałam głos Kota, gdy wszedłem do pokoju.
-Wiesz, że robię to wszystko dla ciebie, więc się wreszcie ogarnij.
Maciek posłusznie umilkł i położył się na łóżku.
-Wstawaj, bo zaraz obiad. - odparłem i stanąłem obok niego.
-Jeszcze pięć minutek. - powiedział i ziewnął przeraźliwie. Chwilę po tym oboje usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Heej. - odparłem niepewnie, gdy ujrzałem Emmę stojącą przede mną.
-Miałam wam powiedzieć, że dzisiaj wyjeżdżamy.
-OK, dzięki. - odpowiedziałem i po chwili rozległo się głośne chrapanie.
-Maciek. - westchnąłem i podrapałem się po głowie.
Em cichutko się zaśmiała.
-W sumie dobrze, że jesteś, pomożesz mi go obudzić.
Skinęła głową i ruszyła za mną w głąb pokoju.
***
Na widok młodszego Kota, przytulającego koc strasznie się rozczuliłam. Kąciki moich ust lekko się uniosły. Krzysiek podszedł do kolegi i zaczął szturchać go w ramię, powtarzając przy tym jego imię. Po wszelkich próbach nie udało się obudzić skoczka. Maciek ma na prawdę kamienny sen!
-Kruczek mnie zabije. - mruknął Miętus i złapał się za głowę, wypuszczając przy tym powietrze z ust.
-Nie zabije. - odparłam i kucnęłam obok Maćka. Pogłaskałam go lekko po policzku. Mój wzrok zatrzymał się na jego ustach. Nie, Em, nie możesz tego zrobić. Nie możesz go pocałować, rozumiesz?! Co by sobie pomyślał. Przecież... nie, ty mu się wcale nie podobasz. Jakim cudem?
***
Gdy tak patrzyłem na Emmę, która ze skupieniem wpatrywała się w twarz Kota, to zrozumiałem, że ona jest w nim zakochana. Przecież to widać na kilometr!
Moje przemyślenia przerwał dźwięk telefonu. Dawid. Cholera, czego on może chcieć?
-Halo?... Tak... A to nie może poczekać?... No dobra... Tak, już idę!
Emma spojrzała na mnie pytająco.
-Kubacki mnie woła. Przepraszam, ale muszę do niego iść. Obudź go jakoś.
***
Krzysiek wychodząc mocno trzasnął drzwiami. Może myślał, że to pomoże w obudzeniu Kota. Niestety bez skutecznie. Westchnęłam głośno i usiadłam na łóżku obok niego. Spojrzałam na jego twarz i klatkę piersiową, która miarowo unosiła się w górę z każdym kolejnym oddechem. Uśmiechnęłam się lekko i nagle strasznie zachciało mi się spać. Delikatnie położyłam się obok Maćka. Chwilę myślałam czy dobrze robię, bo przecież powinnam powiadomić resztę o wyjeździe. Eh, Krzysiek mnie obudzi, a w razie czego zrobi to za mnie. Nagle poczułam, że chłopak kładzie swoją dłoń na mojej talii i mocno mnie obejmuje. Uśmiechnęłam się do siebie i odpłynęłam.
***
-Em, obudź się. - usłyszałam nad sobą znajomy głos. Z trudem podniosłam zmęczone powieki i ujrzałam Krzyśka.
-Gdzie Maciek? - spytałam zaspana podnosząc się do pozycji siedzącej. Chłopak uśmiechnął się do siebie podejrzanie.
-Znosi walizki. - chwilę zajęło mi, aby zrozumieć słowa Miętusa.
-Zapomniałam! - powiedziałam przerażona i szybko wstałam z hotelowego łóżka.
-Spokojnie, powiadomiłem wszystkich. - skoczek złapał mnie za ramiona. - Zdążysz się spakować w dziesięć minut?
Po nagłym przebudzeniu kompletnie nie wiedziałam co do mnie mówi. Dopiero po paru sekundach uświadomiłam sobie jakie właśnie pytanie mi zadał.
-Tak, jasne. - odparłam i wyszłam razem z nim z pustego już pokoju.
Krzysiek przekręcił klucz w drzwiach. Następnie wcisnął go głęboko do kieszeni.
Szybkim krokiem ruszyłam przez korytarz mijając skoczków z walizkami. Pokonałam kilkanaście schodów w dół i znalazłam się na swoim piętrze. Odwróciłam głowę, by zobaczyć czy Krzysiek nadal podąża za mną. O dziwo dreptał posłusznie z wzrokiem wbitym w podłogę.
Z tylnej kieszeni moich spodni wyciągnęłam klucz z numerem 309. Sprawnym ruchem przekręciłam go w prawą stronę, a zamek głośno zazgrzytał. Otworzyłam drzwi, wkroczyłam do środka i zupełnie nie przejmując się obecnością skoczka, zaczęłam wyciągać rzeczy z szafy. Miętus oparł się o framugę drzwi. Ja tymczasem wkładałam kolejne ubrania do mojej szarej torby podróżnej. Nagle przepraszając wyminęłam chłopaka i udałam się do łazienki. Chwilę potem wyszłam stamtąd trzymając w ręce jasno niebieską kosmetyczkę ze stukającą o siebie zawartością.
-Czy mogę cię o coś zapytać? - ni z tego ni z owego Krzysiek nagle się odezwał.
-Jasne. - odparłam pakując ostatnie części mojej garderoby.
-Co cię łączy z Maćkiem? - tego się nie spodziewałam. Zastygłam w bezruchu na kilka sekund. Te kilka sekund wystarczyło, aby Miętus uświadomił sobie, że skłamę.
-Przyjaźń. - odpowiedziałam, przełykając nerwowo ślinę czekając na odpowiedź jak na wyrok. Nie odezwał się. Zamilkł, a ja nie potrafiłam dowiedzieć się co właśnie w tej chwili myśli. Nie wiedziałam co czuje. Bałam się na niego spojrzeć. Sama nie wiem czemu. Nie prawda. Dokładnie wiedziałam czemu. Bałam się, bo właśnie poznał prawdę. Prawdę, której nawet ja nie chciałam słyszeć.
A jednak.
Łudziłam się.
Kocham Maćka.
***
Heeej. :*
Dodaję po długim czasie rozdział, trochę krótki, przepraszam. :(
Następny postaram się dodać za tydzień, bo mam już pomysł, ale nie wiem czy wystarczy mi czasu na zrealizowanie go. ;)
Pozdrawiam serdecznie!
Lina. <3

czwartek, 19 września 2013

Przerwa!

Przepraszam, że przez długi czas nic nie dodawałam. Zaczęła się szkoła, kartkówki, do tego jeszcze dodatkowy angielski oraz treningi. Nie mam czasu na pisanie, wieczorem kładę się na łóżko i zasypiam, bo nie mam siły. :( Przepraszam wszystkich! Rozdział jest w trakcie pisania, postaram się dodać go w niedzielę, ale nic nie obiecuję. :)
Kocham i jeszcze raz przepraszam. <3

niedziela, 1 września 2013

Rozdział 4.

Obudziłam się trochę nieświadoma tego co działo się poprzedniego dnia. Przeciągnęłam się i poczułam pulsujący ból głowy. Westchnęłam cicho i sięgnęłam po komórkę leżącą na szafce nocnej. Nie reagowałam już na telefony od Andreasa. Choć co raz więcej ich przybywało starałam się to ignorować.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki się odświeżyć. Ubrałam się w luźną, kremową sukienkę. Do tego włożyłam czarne balerinki, a włosy splątałam w luźny kok. Spryskałam się jeszcze malinową mgiełką i opuściłam pokój. Po schodach zeszłam na jadalnię. Przy stole siedzieli Kamil i Krzysiek - jak zawsze punktualni. Przywitałam się z nimi i także usiadłam.
-To co, masz dzisiaj czas? - spytał mnie Miętus.
-Taak, a o co chodzi? - odpowiedziałam zaciekawiona pytaniem na pytanie.
-Może pójdziemy na kawę?
-Oczywiście, że tak. - roześmiałam się.
-To może o dwunastej? Przyjdę po ciebie.
Skinęłam głową i dokończyłam moje śniadanie popijając je herbatą. Wychodząc z jadalni napotkałam na swojej drodze Gregora, który łapiąc mnie za rękę obkręcił wokół własnej osi.
-Ślicznie wyglądasz. - powiedział gdy stanęłam w jego stronę.
-Dziękuję. - na mojej twarzy pojawił się delikatny rumieniec.
-Ty już zjadłaś? - spytał z innej beczki.
-Mhmm. Nie to co wy, śpiochy jedne. Poimprezowaliście?
-Noo. - odpowiedział i łobuzersko się uśmiechnął, co przyprawiło mnie o zawroty głowy. Czym ja sobie zasłużyłam na takiego faceta?
-Smacznego śniadanka. - cmoknęłam go w policzek i weszłam na schody.
Po chwili wpadłam na kogoś. Upadłam na podłogę.
-Nic ci się nie stało? - usłyszałam kobiecy głos.
-Nie. - odparłam i spojrzałam na ów osobę.
-Sarah.
-Emma. - dziewczyna podała mi rękę, a ja podniosłam się do pozycji stojącej.
-Ty jesteś skoczkinią? - spytałam.
-Dokładnie tak. - odpowiedziała uśmiechnięta.
-Jakim cudem ja cię nie widziałam?
-Sama nie wiem. Często cię mijałyśmy. Ty jesteś asystentką? Z Polski, co nie?
Skinęłam głową.
-Myślę, że będziemy się świetnie dogadywać. - dodała na co obie się roześmiałyśmy. - Okey, ja lecę na śniadanie. Do zobaczenia.
Sarah pomachała mi ręką i zbiegła w dół. Uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam do pokoju.
***
Spojrzałam na biały, okrągły zegar wiszący na ścianie. Była 11:15. Czas się przygotować. Weszłam pod prysznic. Czułam jak gorąca woda oblewa moje nagie ciało. Przymknęłam na chwilę oczy.
***
We're under pressure,
seven billion people in the world trying to fit in.
Keep it together,
smile on your face even though your heart is frowning
But hey now, you know girl,
We both know it's a cruel world
But I will take my chances

***
Podeszłam do szafy. Chwilę myślałam nad tym co na siebie włożyć, ale jednak padło na jeansową spódniczkę i białą bluzkę. Do tego wzięła moją czarną torebkę i w tym samym kolorze trampki. Włosy rozpuściła. Chwilę później usłyszałam pukanie do drzwi. Obejrzałam się jeszcze raz w lustrze i podeszłam do drzwi. Tak jak się spodziewałam za nimi stał Krzysiek.
-Cześć. - uśmiechnął się. - Idziemy?
-Jasne.
***
-Opowiedz mi coś o sobie. - powiedział Krzysiek, gdy usiedliśmy przy stoliku. Ja aktualnie pijąc moją kawę, zakrztusiłam się nią z wrażenia.
-Nie, wiesz, myślę, że to nie jest dobry pomysł. - odparłam po chwili opanowując kaszel.
Miętus upił łyk swojego napoju patrząc na mnie wyczekująco. Wiedziałam, że z nim nie wygram. Westchnęłam więc głęboko.
-No dobra, ale co chcesz wiedzieć?
-Jak się tu znalazłaś?
-'Tu'?
-W Wiśle.
-Przyjechałam na zawody.
-Tylko tyle?
-Tak. O reszcie, wolę nie mówić.
-Jak chcesz.
Upiłam łyk kawy. Rozmowa niezbyt się kleiła. Czułam, że Krzysiek chce poznać moją przeszłość. Sięgnęłam po menu i postanowiła zamówić jakieś ciastko. Wybrałam tradycyjny sernik. Gdy kelner przyniósł moje zamówienie zaczęłam się zajadać. Miętus cały czas mi się przyglądał.
-Czy coś się stało? - spytałam po przełknięciu pysznego ciasta.
-Gregor jest szczęściarzem mając taką piękną dziewczynę jak ty. - powiedział, wstał i wyszedł z kawiarenki.
***
As long as you love me
We could be starving,
We could be homeless,
We could be broke
As long as you love me
I'll be your platinum,
I'll be your silver,
I'll be your gold

***
Zaskoczona podążyłam za Krzyśkiem wzrokiem. Szybko przemierzył dwie uliczki i zniknął za budynkami. Chwilę wpatrywałam się w miejsce, w którym przed sekundą się znajdował. Dopiłam kawę i wstałam z krzesła. Bez problemu wyszłam z kawiarni, ponieważ Miętus już wcześniej zapłacił za posiłek.
Powoli ruszyła do hotelu. Z torebki wyciągnęłam moją komórkę i białe słuchawki. Po chwili usłyszałam kojącą muzykę.
***
I'll be your soldier.
Fighting every second of the day for your dreams, girl
I'll be your Hova.
You can be my Destiny's Child on a scene girl
So don't stress, don't cry
Oh, we don't need no wings to fly
Just take my hand.

***
Kompletnie nie chciało mi się wstawać. Beznamiętnie patrzyłem się w sufit, leżąc na łóżku.
'Kocham cię najmocniej na świecie.' - te słowa huczały mi w głowie z na prawdę wielką siłą. Nie wiedziałem co o tym myśleć. Przecież była pijana. Tak, na pewno. To przez ten alkohol. O czym ty w ogóle myślałeś? Nie, to niedorzeczne.
***
As long as you love me
I'll be your platinum,
I'll be your silver,
I'll be your gold
As long as you
Lo lo lo lo lo lo lo lo lo lo love me, love me
As long as you
Lo lo lo lo lo lo lo lo lo lo love me, love me

________________________
wróciłam. :)
ten rozdział całkiem mi się podoba, nie wiem kiedy dodam następny, bo wiecie, od jutra szkoła, gimnazjum, będzie nauka i mało czasu na pisanie. ;)
jeśli macie jakieś pytania to zapraszam na mojego aska oraz tumblr, które podałam w poprzednim poście. :))
buziaki, Lina. <3

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 3.



Pierwszy konkurs LGP w Wiśle wygrał Andreas Wellinger. Na późnej kolacji Maciek się nie pojawił. Trochę się tym zdziwiłam. Po posiłku postanowiłam go odwiedzić.
***
Zawiodłem ją. Miałem wygrać ten konkurs. Znowu wszystko popsułem. Cholera jasna.
***
Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki oddech. Matko, Em, czego ty się boisz? Zapukałam i chwilę później usłyszałam ciche 'proszę'. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się Maciek leżący na łóżku i wpatrujący się w sufit.
-Hej. - przywitałam się i usiadłam koło niego. - Coś się stało?
-Nie, nic. - oparł nadal nie zwracając na mnie uwagi.
-Maciek. - położyłam swoją dłoń na jego. - Jesteśmy przyjaciółmi, tak?
Spojrzał się na mnie i podniósł do pozycji siedzącej.
-Moja mama się rozchorowała. - skłamał.
-Bardzo mi przykro. - odpowiedziałam.
-Idź już, chcę być sam.
***
Gdy Emma wyszła z mojego pokoju westchnąłem i znowu opadłem na łóżko. Kurde, Maciek, co ty robisz?! Do reszty ci odbiło?!
***
Wyszłam z pokoju Kota i spojrzałam na zegarek. Już 23:46. Ruszyłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic, położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam.
***
Obudziło mnie głośne pukanie. Przeciągnęłam się leniwie i niechętnie podniosłam z łóżka. Nie zważając na to, że jestem w piżamie, otworzyłam drzwi.
-Cześć śpiąca królewno. - powiedział Gregor i wszedł do mojego pokoju. - Wiesz, że za piętnaście minut mamy trening?
-Już?! O matko, jak późno.
-Przyniosłem ci śniadanie.
-Nie wiem jak ci dziękować. - odparłam i zaczęłam wyciągać ciuchy z mojej szafy. Weszłam do łazienki i po chwili usłyszałam głos Schlierenzauera.
-Telefon dzwoni.
Wybiegłam jak burza już ubrana.
-Jakiś Andreas.
-A, to nic ważnego. - odpowiedziałam i rozłączyłam połączenie. - Idziemy?
-Jasne.
Wzięłam od Gregora kanapkę, którą mi zrobił i wyszliśmy z pokoju.
Przed hotelem już wszyscy byli. Od razu podszedł do nas Miętus.
-Słuchaj, Em, a może poszlibyśmy dzisiaj na kawę po treningu?
-Dzisiaj Emma ma inne plany. - odpowiedział za mnie Gregor i znacząco objął mnie w pasie.
Krzysiek zrobił zaskoczoną minę, lecz po chwili powiedział.
-No nic, może kiedy indziej. Hej.
Zrobiło mi się strasznie żal Polaka. Po chwili podjechał autobus i wszyscy do niego wsiedli. Gregor zaprowadził mnie, bym usiadła obok niego.
-Dziwny jest ten Miętus. - powiedział gdy ruszyliśmy.
-Miły. - odparłam i uśmiechnęłam się na co Schlieri prychnął pogardliwie i odwrócił się w stronę okna.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Wysiadłam z autobusu i usadowiłam się na trybunach. Skoczkowie skakali, a ja gotowałam się w tym słońcu. Gdy już cała reprezentacja Polski oddała przyzwoite skoki, zeszłam do nich. Po drodze zaczepił mnie Gregor.
***
Gdy zauważyłem, że Emma idzie w naszym kierunku postanowiłem wyjść jej naprzeciw. Lecz pojawił się królewicz Schlierenzauer. Pocałował ją! O nie, tego już za wiele!
***
Zobaczyłam Maćka idącego w stronę szatni. Nawet na mnie nie spojrzał, a tak bardzo chciałam mu pogratulować tego skoku. O co może chodzić?
***
Atmosfera w hotelu była napięta. Dzisiaj konkurs drużynowy. Po obiedzie poszłam do Kruczka spytać się czy nie ma dla mnie pracy. Okazało się, że do końca LGP w Wiśle mam wolne.
-Dobre i to. - pomyślałam i nagle poczułam wibracje w telefonie. 'Gregor dzwoni'. Wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Hej Em. Masz czas?
-Tak.
-To wpadnij do mnie, albo pójdziemy na spacer.
-Dobra, to zaraz będę.
Wyszłam z pokoju, zamykając drzwi na klucz. Przeszłam przez korytarz i zbiegłam po schodach. Piętro niżej zobaczyłam Austriaka czekającego przed swoim pokojem.
-Hej. - przywitał się. - Idziemy na spacer?
Przytaknęłam głową.
Po kilku minutach spacerowaliśmy już ulicami Wisły. Ludzie co chwila zaczepiali Gregora i prosili o autograf. Trochę go to wkurzało więc postanowiliśmy wrócić do hotelu.
-Czasami nie można się od nich opędzić. - powiedział gdy byliśmy już przy budynku. Zaśmiałam się i spojrzałam. Gregor delikatnie mnie objął i złożył pocałunek na moich ustach. Odwzajemniłam go, a Schlieri mocno mnie przytulił.
***
-Maciek, co tak wyglądasz przez to okno? – spytał mnie Krzysiek. – Aaa, Gregor zabiera ci twoją Em. – dopowiedział stając koło mnie.
-Ona nie jest moja. – powiedziałem wściekły.
-Maciek, kogo ty oszukujesz do cholery?! Przecież widać, że nie jest ci obojętna.
-Zamkniesz się?! Ja i Em jesteśmy tylko przyjaciółmi. – warknąłem.
Krzysiek uśmiechnął się do siebie.
-Chyba nie chcesz, żeby była z królem Gregorem. – szepnął mi do ucha. Wzdrygnąłem się.
-Chcę, żeby była szczęśliwa. – mój głos zdecydowanie zmiękł.
-Z tym dupkiem? A nie chcesz, żeby była szczęśliwa z tobą?
-Idź już. – odwróciłem się w drugą stronę i ręką wskazałem mu drzwi.
-Zrobisz jak zechcesz. – Krzysiek doszedł do drzwi. – Pamiętaj dzisiaj drużynówka.
Gdy usłyszałem trzaśnięcie podszedłem do okna. Emma i Gregor wchodzili przytuleni do hotelu.
***
-Wiesz, że cię kocham? – spytał mnie Gregor.
Ja tylko się uśmiechnęłam. Gdy wchodziliśmy po schodach minął nas Maciek. Odwróciłam się za nim, lecz on szybko zbiegł na dół. Gregor widząc to mocniej mnie przytulił i pocałował w czubek głowy.
-To do zobaczenia na konkursie. – odrzekł Schlieri gdy dotarliśmy do mojego pokoju.
Przytuliłam go i weszłam do pomieszczenia. Postanowiła się trochę zdrzemnąć.
***
Tego skoku nie mogę zawalić. Nie teraz. Dla niej. Mocno odepchnąłem się od belki. Wybicie z progu nie poszło tak dobrze. Zacząłem tracić równowagę.
***
Obudziłem się cały zalany potem, boże co za koszmar. Kurde, musiałem usnąć. Spojrzałem na zegarek. 16:02. Za pół godziny jest zbiórka. Wstałem i zacząłem przygotowywać się do konkursu.
***
Wygraliśmy! Udało się! Drugie miejsce zajęli Niemcy, a trzecie Słoweńcy. Polska wygrała, to było najważniejsze. Gdy zauważyłem Em biegnącą w moją stronę uśmiechnąłem się szeroko i już po chwili poczułem jej ręce na mojej szyi.
-Gratuluję. – wyszeptała wprost do mojego ucha, a po chwili poczułem jej ciepłą łzę na swoim policzku.
-Czemu płaczesz?
-To ze szczęścia. – objęła mnie jeszcze mocniej i wtuliła twarz w moje ramię.
***
-No to kochani, za udane Letnie Grand Prix! – powiedział Kruczek unosząc kieliszek do góry.
Wszyscy zaczęli bić brawa i gwizdać. Uśmiechnęłam się do siebie i po chwili usłyszałam znajom y głos.
-To co, masz jeszcze ochotę na kawę? – spytał mnie Krzysiek, a ja się roześmiałam.
-Pewnie. Jutro?
-OK. – odparł skoczek wyraźnie ucieszony i odszedł.
Impreza trwała w najlepsze. Ludzie tańczyli, śmiali się, rozmawiali, pili… Po chwili muzyka zmieniła się na wolniejszą, co oznaczało koniec zabaw. Zaczęłam wstawać od stolika, gdy nagle Maciek pociągnął mnie za rękę.
-Zatańczysz?
-Oczywiście.
Kot wyciągnął mnie na środek. Wtuliłam się w niego, a po chwili oboje kołysaliśmy się w rytm muzyki. Czułam się bezpiecznie w ramionach Maćka. Przymknęłam oczy i zupełnie zapomniałam o tych wszystkich problemach. Ludzie wokół nas sprzątali wszystko.
-E, zakochańce. Do roboty. – krzyknął Krzysiek. Ja tylko uśmiechnęłam się do siebie.
-Chodźmy może na dwór, bo chyba im tu przeszkadzamy. – powiedział do mnie Maciek, a ja przytaknęłam w odpowiedzi.
Skoczek złapał mnie za rękę i wyprowadził z hotelu. Po chwili lekko się zachwiałam.
-Nic ci nie jest? – spytał.
-Nie. Nic. Chyba trochę przesadziłam z alkoholem.
-Usiądź. – powiedział i pokazał mi ławeczkę.
-Wiesz, tak sobie myślę, że uratowałeś mi życie.
Polak spojrzał na mnie pytająco.
-Wtedy na dworcu, gdyby nie ty, pewnie mnie by już nie było.
-Nie przesadzaj… Wróciłabyś do domu.
-Ja nie mam domu.
-Maciek ponownie na mnie spojrzał. Westchnęłam.
-Nie lubię o tym mówić, ale moi rodzice zmarli osiem lat temu w wypadku samochodowym. Zostałam adoptowana, ale mój ojczym znęcał się nade mną. – pokazał mu wielki siniak w okolicach biodra. – Dlatego przyjechałam do Wisły. Teraz już wiesz.
Spojrzałam w ziemię, a z moich oczu popłynęły łzy.
-Em… Proszę, nie płacz.
Kot mocno mnie przytulił.
-Kocham cię najmocniej na świecie.
-Ja ciebie też, Em. – Maciek mocniej mnie objął i zaprowadził do hotelu.
___________________________
Niezbyt podoba mi się ten rozdział. :/
Pisany na szybko, więc.
Następny za jakieś dwa tygodnie, przepraszam!
Lina. ;*

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 2.

Gregor Schlierenzauer - obiekt moich westchnień odkąd pierwszy raz zobaczyłam go w telewizji. Na żywo wyglądał jeszcze przystojniej. Teraz grzebał coś w talerzu, zupełnie nie zainteresowany moją obecnością.
Po zjedzeniu posiłku, gdy już szłam w stronę mojego pokoju zaczepili mnie polscy skoczkowie. Pierwszy podszedł Miętus.
-Hej, jestem Krzysiek. - powiedział i objął mnie ramieniem.
-Bez tych czułości. - odparłam i zrzuciłam jego rękę.
-Widzisz Miętus, ona cię nie chce. - usłyszałam zza swoich pleców głos Schlierenzauera.
-Gregor jestem.
-Emma. - odpowiedziałam mu z uśmiechem.
-Nie pozwalaj sobie Schlierenzauer. - Krzysiek pogroził mu palcem. Austriak zaśmiał się.
-Głupek. - dopowiedział po polsku i wbiegł po schodach na górę.
-Emmo, chodź na chwilę. - Kruczek odciągnął mnie na bok. - Za pół godziny mamy trening. Ty tym razem zostaniesz, mam dużo dokumentów. Chciałbym, żebyś to zrobiła.
-Oczywiście, nie ma sprawy. - odparłam.
Byłam zawiedziona tym, że nie pójdę na trening. Po dostaniu stosu papierów zaczęłam je podpisywać. Im szybciej to zrobię, tym lepiej.
***
Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do pokoju Kruczka, w którym właśnie się znajdowałam. To był sam pan Łukasz.
-Za dwie godziny mamy konkurs. Idź sobie odpocząć.
-Jeszcze nie skończyłam...
-To nic. Na prawdę dziękuję za pomoc.
Opuściłam pokój i na schodach spotkałam Maćka.
-Hej, co tu robisz? - spytał się mnie.
-Wracam od Kruczka. A ty?
-Ja właśnie szedłem do ciebie.
-W jakiej sprawie?
Kot nieśmiało spojrzał w dół.
-Będziesz nam kibicować dzisiaj?
-No jasne, czemu niby nie? - zaśmiałam się serdecznie.
-Bo wiesz, dzisiaj długo gadałaś z Gregorem i myślałem...
-Tobie będę kibicować. - odparłam i cmoknęłam go w policzek. Widać było, że lekko się zarumienił.
-Dobra, ja lecę się przygotować. Do zobaczenia na skoczni. - powiedział i wbiegł po schodach.
Odkąd go poznałam zauważyłam, że rzadko się uśmiecha. Nie chciałam zaprzątać sobie tym głowy. Miałam bardzo dużo czasu, więc postanowiłam zobaczyć kto gdzie mieszka. Przechodząc obok pokoju Schlierenzauera jego drzwi gwałtownie się otworzyły i stanął w nich sam Gregor.
-O! Emma, wejdź. - zachęcił mnie ręką.
Jego pokój był całkiem spory. Usiadłam na brzegu łóżka.
-Co robisz chodząc tak po piętrach? - spytał mnie.
-Nic w sumie. Taki spacerek po hotelu.
Prychnął i wyciągnął swój kombinezon z szafy.
-To ja już może pójdę, nie będę ci przeszkadzać. - wstałam z łóżka i zaczęłam się kierować do drzwi.
-Poczekaj. - odparł Gregor i wręczył mi karteczkę ze swoim numerem telefonu oraz zabawnym podpisem 'Call me maybe'. - Może ci się przyda.
-Dzięki. - powiedziałam i wyszłam.
___________________________________________
No to jest dwójka. :)
Jutro dodam następny, a potem przez około dwa tygodnie nie będę raczej nic dodawała, bo wyjeżdżam. :/ Ale po powrocie postaram się to nadrobić. :D
Czytasz? - Komentujesz! To na prawdę motywuje!!! Macie jakieś pytania? Serdecznie zapraszam. :) - klik!
Uściski, Lina. ;*

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 1.

Obudziło mnie słońce wchodzące przez okno do przedziału, w który spałam. Przetarłam oczy i spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Była 8:03. Za dwadzieścia minut pociąg zatrzyma się na stacji w Wiśle. Przeciągnęłam się leniwie i założyłam moje trampki. Rozwiązałam jeszcze jedną krzyżówkę i po chwili usłyszałam pisk kół. Sprawnie wyskoczyłam z wagonu, przeszłam między ludźmi i usiadłam na ławeczce blisko dworca. Z kieszeni wyjęłam telefon. Siedem nieodebranych połączeń od Andreasa. Westchnęłam i rozejrzałam się wokoło. Co by tu robić? Konkurs zaczyna się dopiero wieczorem. Postanowiłam iść do księgarni. Przejrzałam parę książek i już byłam przy kasie, uświadomiłam sobie, że nie mam portfelu. Niech to szlag.
-Coś się stało? - spytała miła kasjerka, patrząc na mnie grzebiącą nerwowo w torebce.
-Nie.. nic.. do widzenia. - odparłam odkładając książkę i wyszłam ze sklepu.
Wróciłam na ławeczkę i ponownie przekopałam zawartość mojej torebki. Ani śladu mojego portfela.
-Cholera. - byłam bliska płaczu. Ktoś musiał mnie okraść, gdy spałam.
Po kilku minutach łzy leciały już strumieniami. Byłam sama w obcym mieście bez żadnych pieniędzy. Do domu wrócić nie mogłam, bo Andreas by mnie zabił. Pozostało mi tylko czekać na jakiś cud. Nagle usłyszałam czyjś głos.
-Płaczesz? - koło mnie niepewnie stanął chłopak.
Popatrzyłam na niego, a on wyciągnął do mnie swoją dłoń.
-Maciek Kot. - przedstawił mi się, a ja uścisnęłam jego rękę.
-Emma Muller.
-Jesteś Polką?
-Tak, ale to długa historia...
Otarłam łzy i delikatnie się uśmiechnęłam.
-To co tu robisz?
-Głównie przyjechałam na zawody skoków narciarskich, ale okazało się, że nie mam w ogóle pieniędzy. No i nikogo to nie znam. Znaczy, oprócz ciebie...
Maciek chwilę myślał. Zaraz znów się odezwał.
-Słuchaj, Kruczek potrzebuje asystentki. Chętnie by cię przyjął. Zgadzasz się?
-No jasne, że tak! - mocno przytuliłam się do skoczka.
Maciek wstał z ławki i sięgnął po moją walizkę.
-To co, idziemy?
-Oczywiście.
Byłam cała w skowronkach. Szybkim krokiem ruszyłam za chłopakiem. Po kilkunastu minutach byliśmy przy hotelu, w którym zatrzymały się reprezentacje w skokach narciarskich.
Wchodząc po schodach minęłam kilku Słoweńców i Niemców. Nagle zatrzymaliśmy się przed pokojem numer 204.
-To tutaj. Iść z tobą?
-Nie, dziękuję. Poradzę sobie. - odparłam i zapukałam do drzwi. Po chwili przede mną stanął Łukasz Kruczek.
-Dzień dobry. Słyszałam, że potrzebuje pan asystentki.
-Tak, to prawda. Znakomicie, że się zjawiłaś. Wejdź.
Pokój był nieduży, jednoosobowy. Po środku stały dwa krzesła i malutki stoliczek. Usiadłam na jednym z nich.
-Praca polegałaby na przepisywaniu dokumentów. Wiesz, papierkowa robota. Ukończyłaś jakieś studia?
-Niestety nie, ale bardzo szybko się uczę! - zapewniłam pana Kruczka.
-Ile masz lat?
-Osiemnaście.
-No nie wiem...
-Proszę mnie zatrudnić! Na prawdę będę się starać!
-Hmmm... Z racji tego, że szybko potrzebuję asystentki.. No dobra. Będziesz jeździć z nami na każdy konkurs, nawet poza Europę. Twoi rodzice, o tym wiedzą?
-Jestem już dorosła.
-Chodzi mi o to, czy nie będą mieli nic przeciwko.
-Nie, na pewno! Bardzo chcieliby, żebym była samodzielna. - skłamałam.
-No dobrze. - pan Łukasz wyciągnął stos papierów, chwilę myślał i wyjąć z niego jedną kartkę. Sięgnął jeszcze po długopis i zaczął coś pisać. Ja tymczasem wybuchałam wewnętrznie w radości, jednak nadal miałam obawę, że Andreas mnie znajdzie, a wtedy już nie będzie tak kolorowo.
-Jak się nazywasz? - trener przerwał moje rozmyślania.
-Emma Muller.
-Jesteś Polką? - spytał, patrząc wciąż na kartkę i coś na niej zapisując.
-Można powiedzieć, że tak.
Spojrzał na mnie podejrzliwie, ale już o nic nie spytał. Westchnęłam z ulgą w myślach.
-Podpisz tutaj. - mężczyzna podał mi długopis. - Dobrze, a teraz idź do  recepcji i poproś o jakiś pokój, powiedz, że cię zatrudniłem i daj im tę kartkę. - podał mi ową małą rzecz.
-Jasne. Dziękuję bardzo. - sięgnęłam po moją torebkę i wyszłam z pokoju.
Na korytarzu została tylko moja walizka. Nie przejęłam się zbytnio brakiem obecności Kota. W recepcji bez problemu dostałam klucz z numerem 309. Zakwaterowałam się w pokoju i po wyczerpującej podróży poszłam spać.
***
Na schodach spotkałem Krzyśka.
-E, stary, skąd wytrzasnąłeś taką laskę?
-Kogo?
-No, nie udawaj. Przecież widziałem cię dzisiaj z dziewczyną.
-No tak. Pomagam jej, a co?
-Nie, nic. - odparł i zbiegł na dół. Ja zaś postanowiłem się udać do Emmy. Od recepcjonistki dowiedziałem się jaki ma pokój. Zapukałem. Niestety nikt mi nie otworzył.
-Pewnie gdzieś poszła. - pomyślałem, ale zaraz po tym drzwi się otworzyły.
-Hej. - powiedziałem.
-Udało się! Dał mi tą pracę! - dziewczyna rzuciła mi się na szyję. - To wszystko dzięki tobie, dziękuję.
Uśmiechnąłem się do niej lekko, lecz po chwili przybrałem normalny wyraz twarzy.
-Za pięć minut jest obiad.
-OK. Ja zaraz przyjdę.
Zamknąłem drzwi i udałem się na stołówkę.
***
Gdy weszłam na stołówkę wszyscy już byli. Usiadłam przy stole trenerów i lekarzy.
-Proszę o uwagę! Dzisiaj udało mi się wreszcie znaleźć asystentkę. Będzie nią Emma Muller.
Słysząc słowa Kruczka wstałam, a wszyscy zaczęli bić brawa. Rozejrzałam się po sali i ujrzałam Jego.
______________________________________
Przepraszam, że tak późno.
pytania? klikklikklik
I uwaga. W opowiadaniu wystąpi Gregor, którego nie było na LGP w Wiśle. Mój błąd, przepraszam.
tumblr? klik
<3

środa, 7 sierpnia 2013

Prolog.

-Emma, gdzieś ty była?!
-U koleżanki. C, nie wolno mi już nigdzie wychodzić?!
-Dopóki tu mieszkasz, to ja tu rządzę i masz się mnie słuchać!
Szybko po schodach wbiegłam do swojego pokoju, który od razu po tym zamknęłam.
-Emma, wracaj tu natychmiast, jeszcze nie skończyłam! - usłyszałam z dołu moją macochę.
-Zostaw mnie w spokoju! - odkrzyknęłam.
-Jak przyjdzie ojciec to pożałujesz!
Westchnęłam. To prawda, Andreas wiele razy mnie uderzył. Ostatnio robił to coraz częściej. Spojrzałam na swoją rękę. Siniaki z tygodnia jeszcze nie zeszły. Wyjrzałam przez okno i zabrałam się do sprzątania pokoju. Gdy już się z tym uporałam poszłam wziąć szybki prysznic. Po kilku minutach wróciłam do pokoju. Chwilę później usłyszałam kroki, a w drzwiach stanął mój ojczym.
-Kto pozwolił ci wyjść z domu?! - krzyknął i uderzył mnie w twarz. Momentalnie złapałam się za policzek.
-No kto?! - ponownie jego ręka zagościła na mojej twarzy. Upadłam na ziemię.
Poczułam strużkę krwi spływającą po mojej brodzie. Andreas ukucnął przy mnie i szepnął.
-Jeszcze raz tak zrobisz, a dostaniesz dwa razy mocniej, zrozumiano?
Pokiwałam głową, a zaraz po tym dostałam porządnego kopniaka w brzuch.
-Grzeczna dziewczynka. - odparł Andreas i wyszedł. Ja tymczasem zwijałam się na podłodze z bólu.
-My z mamą wychodzimy. Wrócimy późno. - usłyszałam z dołu. Po chwili drzwi wejściowe zostały zamknięte.
Powędrowałam do łazienki. Obmyłam twarz, zatamowałam krew lecącą z nosa i spojrzałam w lustro.
-Dość tego. - wyszeptałam i poszłam do swojego pokoju. Szybko spakowałam walizkę. Godzinę później byłam już w pociągu do Polski.
----------
No i jestem. :D Wróciłam nareszcie do domu, a tu internet działa prawidłowo. :)
Jest prolog, trochę krótki, ale początki zawsze są najtrudniejsze.
Komentujcie, oczywiście mówcie co mam poprawić - to mi pomoże. :)
Macie jakieś pytania? klik!