Obudziło mnie słońce wchodzące przez okno do przedziału, w który spałam. Przetarłam oczy i spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Była 8:03. Za dwadzieścia minut pociąg zatrzyma się na stacji w Wiśle. Przeciągnęłam się leniwie i założyłam moje trampki. Rozwiązałam jeszcze jedną krzyżówkę i po chwili usłyszałam pisk kół. Sprawnie wyskoczyłam z wagonu, przeszłam między ludźmi i usiadłam na ławeczce blisko dworca. Z kieszeni wyjęłam telefon. Siedem nieodebranych połączeń od Andreasa. Westchnęłam i rozejrzałam się wokoło. Co by tu robić? Konkurs zaczyna się dopiero wieczorem. Postanowiłam iść do księgarni. Przejrzałam parę książek i już byłam przy kasie, uświadomiłam sobie, że nie mam portfelu. Niech to szlag.
-Coś się stało? - spytała miła kasjerka, patrząc na mnie grzebiącą nerwowo w torebce.
-Nie.. nic.. do widzenia. - odparłam odkładając książkę i wyszłam ze sklepu.
Wróciłam na ławeczkę i ponownie przekopałam zawartość mojej torebki. Ani śladu mojego portfela.
-Cholera. - byłam bliska płaczu. Ktoś musiał mnie okraść, gdy spałam.
Po kilku minutach łzy leciały już strumieniami. Byłam sama w obcym mieście bez żadnych pieniędzy. Do domu wrócić nie mogłam, bo Andreas by mnie zabił. Pozostało mi tylko czekać na jakiś cud. Nagle usłyszałam czyjś głos.
-Płaczesz? - koło mnie niepewnie stanął chłopak.
Popatrzyłam na niego, a on wyciągnął do mnie swoją dłoń.
-Maciek Kot. - przedstawił mi się, a ja uścisnęłam jego rękę.
-Emma Muller.
-Jesteś Polką?
-Tak, ale to długa historia...
Otarłam łzy i delikatnie się uśmiechnęłam.
-To co tu robisz?
-Głównie przyjechałam na zawody skoków narciarskich, ale okazało się, że nie mam w ogóle pieniędzy. No i nikogo to nie znam. Znaczy, oprócz ciebie...
Maciek chwilę myślał. Zaraz znów się odezwał.
-Słuchaj, Kruczek potrzebuje asystentki. Chętnie by cię przyjął. Zgadzasz się?
-No jasne, że tak! - mocno przytuliłam się do skoczka.
Maciek wstał z ławki i sięgnął po moją walizkę.
-To co, idziemy?
-Oczywiście.
Byłam cała w skowronkach. Szybkim krokiem ruszyłam za chłopakiem. Po kilkunastu minutach byliśmy przy hotelu, w którym zatrzymały się reprezentacje w skokach narciarskich.
Wchodząc po schodach minęłam kilku Słoweńców i Niemców. Nagle zatrzymaliśmy się przed pokojem numer 204.
-To tutaj. Iść z tobą?
-Nie, dziękuję. Poradzę sobie. - odparłam i zapukałam do drzwi. Po chwili przede mną stanął Łukasz Kruczek.
-Dzień dobry. Słyszałam, że potrzebuje pan asystentki.
-Tak, to prawda. Znakomicie, że się zjawiłaś. Wejdź.
Pokój był nieduży, jednoosobowy. Po środku stały dwa krzesła i malutki stoliczek. Usiadłam na jednym z nich.
-Praca polegałaby na przepisywaniu dokumentów. Wiesz, papierkowa robota. Ukończyłaś jakieś studia?
-Niestety nie, ale bardzo szybko się uczę! - zapewniłam pana Kruczka.
-Ile masz lat?
-Osiemnaście.
-No nie wiem...
-Proszę mnie zatrudnić! Na prawdę będę się starać!
-Hmmm... Z racji tego, że szybko potrzebuję asystentki.. No dobra. Będziesz jeździć z nami na każdy konkurs, nawet poza Europę. Twoi rodzice, o tym wiedzą?
-Jestem już dorosła.
-Chodzi mi o to, czy nie będą mieli nic przeciwko.
-Nie, na pewno! Bardzo chcieliby, żebym była samodzielna. - skłamałam.
-No dobrze. - pan Łukasz wyciągnął stos papierów, chwilę myślał i wyjąć z niego jedną kartkę. Sięgnął jeszcze po długopis i zaczął coś pisać. Ja tymczasem wybuchałam wewnętrznie w radości, jednak nadal miałam obawę, że Andreas mnie znajdzie, a wtedy już nie będzie tak kolorowo.
-Jak się nazywasz? - trener przerwał moje rozmyślania.
-Emma Muller.
-Jesteś Polką? - spytał, patrząc wciąż na kartkę i coś na niej zapisując.
-Można powiedzieć, że tak.
Spojrzał na mnie podejrzliwie, ale już o nic nie spytał. Westchnęłam z ulgą w myślach.
-Podpisz tutaj. - mężczyzna podał mi długopis. - Dobrze, a teraz idź do recepcji i poproś o jakiś pokój, powiedz, że cię zatrudniłem i daj im tę kartkę. - podał mi ową małą rzecz.
-Jasne. Dziękuję bardzo. - sięgnęłam po moją torebkę i wyszłam z pokoju.
Na korytarzu została tylko moja walizka. Nie przejęłam się zbytnio brakiem obecności Kota. W recepcji bez problemu dostałam klucz z numerem 309. Zakwaterowałam się w pokoju i po wyczerpującej podróży poszłam spać.
***
Na schodach spotkałem Krzyśka.
-E, stary, skąd wytrzasnąłeś taką laskę?
-Kogo?
-No, nie udawaj. Przecież widziałem cię dzisiaj z dziewczyną.
-No tak. Pomagam jej, a co?
-Nie, nic. - odparł i zbiegł na dół. Ja zaś postanowiłem się udać do Emmy. Od recepcjonistki dowiedziałem się jaki ma pokój. Zapukałem. Niestety nikt mi nie otworzył.
-Pewnie gdzieś poszła. - pomyślałem, ale zaraz po tym drzwi się otworzyły.
-Hej. - powiedziałem.
-Udało się! Dał mi tą pracę! - dziewczyna rzuciła mi się na szyję. - To wszystko dzięki tobie, dziękuję.
Uśmiechnąłem się do niej lekko, lecz po chwili przybrałem normalny wyraz twarzy.
-Za pięć minut jest obiad.
-OK. Ja zaraz przyjdę.
Zamknąłem drzwi i udałem się na stołówkę.
***
Gdy weszłam na stołówkę wszyscy już byli. Usiadłam przy stole trenerów i lekarzy.
-Proszę o uwagę! Dzisiaj udało mi się wreszcie znaleźć asystentkę. Będzie nią Emma Muller.
Słysząc słowa Kruczka wstałam, a wszyscy zaczęli bić brawa. Rozejrzałam się po sali i ujrzałam Jego.
______________________________________
Przepraszam, że tak późno.
pytania? klikklikklik
I uwaga. W opowiadaniu wystąpi Gregor, którego nie było na LGP w Wiśle. Mój błąd, przepraszam.
tumblr? klik
<3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz