Pierwszy konkurs LGP w Wiśle wygrał Andreas Wellinger. Na
późnej kolacji Maciek się nie pojawił. Trochę się tym zdziwiłam. Po posiłku
postanowiłam go odwiedzić.
***
Zawiodłem ją. Miałem wygrać ten konkurs. Znowu wszystko popsułem. Cholera jasna.
***
Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki oddech. Matko, Em, czego ty się boisz? Zapukałam i chwilę później usłyszałam ciche 'proszę'. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się Maciek leżący na łóżku i wpatrujący się w sufit.
-Hej. - przywitałam się i usiadłam koło niego. - Coś się stało?
-Nie, nic. - oparł nadal nie zwracając na mnie uwagi.
-Maciek. - położyłam swoją dłoń na jego. - Jesteśmy przyjaciółmi, tak?
Spojrzał się na mnie i podniósł do pozycji siedzącej.
-Moja mama się rozchorowała. - skłamał.
-Bardzo mi przykro. - odpowiedziałam.
-Idź już, chcę być sam.
***
Gdy Emma wyszła z mojego pokoju westchnąłem i znowu opadłem na łóżko. Kurde, Maciek, co ty robisz?! Do reszty ci odbiło?!
***
Wyszłam z pokoju Kota i spojrzałam na zegarek. Już 23:46. Ruszyłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic, położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam.
***
Obudziło mnie głośne pukanie. Przeciągnęłam się leniwie i niechętnie podniosłam z łóżka. Nie zważając na to, że jestem w piżamie, otworzyłam drzwi.
-Cześć śpiąca królewno. - powiedział Gregor i wszedł do mojego pokoju. - Wiesz, że za piętnaście minut mamy trening?
-Już?! O matko, jak późno.
-Przyniosłem ci śniadanie.
-Nie wiem jak ci dziękować. - odparłam i zaczęłam wyciągać ciuchy z mojej szafy. Weszłam do łazienki i po chwili usłyszałam głos Schlierenzauera.
-Telefon dzwoni.
Wybiegłam jak burza już ubrana.
-Jakiś Andreas.
-A, to nic ważnego. - odpowiedziałam i rozłączyłam połączenie. - Idziemy?
-Jasne.
Wzięłam od Gregora kanapkę, którą mi zrobił i wyszliśmy z pokoju.
Przed hotelem już wszyscy byli. Od razu podszedł do nas Miętus.
-Słuchaj, Em, a może poszlibyśmy dzisiaj na kawę po treningu?
-Dzisiaj Emma ma inne plany. - odpowiedział za mnie Gregor i znacząco objął mnie w pasie.
Krzysiek zrobił zaskoczoną minę, lecz po chwili powiedział.
-No nic, może kiedy indziej. Hej.
Zrobiło mi się strasznie żal Polaka. Po chwili podjechał autobus i wszyscy do niego wsiedli. Gregor zaprowadził mnie, bym usiadła obok niego.
-Dziwny jest ten Miętus. - powiedział gdy ruszyliśmy.
-Miły. - odparłam i uśmiechnęłam się na co Schlieri prychnął pogardliwie i odwrócił się w stronę okna.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Wysiadłam z autobusu i usadowiłam się na trybunach. Skoczkowie skakali, a ja gotowałam się w tym słońcu. Gdy już cała reprezentacja Polski oddała przyzwoite skoki, zeszłam do nich. Po drodze zaczepił mnie Gregor.
***
Gdy zauważyłem, że Emma idzie w naszym kierunku postanowiłem wyjść jej naprzeciw. Lecz pojawił się królewicz Schlierenzauer. Pocałował ją! O nie, tego już za wiele!
***
Zobaczyłam Maćka idącego w stronę szatni. Nawet na mnie nie spojrzał, a tak bardzo chciałam mu pogratulować tego skoku. O co może chodzić?
***
Atmosfera w hotelu była napięta. Dzisiaj konkurs drużynowy. Po obiedzie poszłam do Kruczka spytać się czy nie ma dla mnie pracy. Okazało się, że do końca LGP w Wiśle mam wolne.
-Dobre i to. - pomyślałam i nagle poczułam wibracje w telefonie. 'Gregor dzwoni'. Wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Hej Em. Masz czas?
-Tak.
-To wpadnij do mnie, albo pójdziemy na spacer.
-Dobra, to zaraz będę.
Wyszłam z pokoju, zamykając drzwi na klucz. Przeszłam przez korytarz i zbiegłam po schodach. Piętro niżej zobaczyłam Austriaka czekającego przed swoim pokojem.
-Hej. - przywitał się. - Idziemy na spacer?
Przytaknęłam głową.
Po kilku minutach spacerowaliśmy już ulicami Wisły. Ludzie co chwila zaczepiali Gregora i prosili o autograf. Trochę go to wkurzało więc postanowiliśmy wrócić do hotelu.
-Czasami nie można się od nich opędzić. - powiedział gdy byliśmy już przy budynku. Zaśmiałam się i spojrzałam. Gregor delikatnie mnie objął i złożył pocałunek na moich ustach. Odwzajemniłam go, a Schlieri mocno mnie przytulił.
***
-Maciek, co tak wyglądasz przez to okno? – spytał mnie Krzysiek. – Aaa, Gregor zabiera ci twoją Em. – dopowiedział stając koło mnie.
-Ona nie jest moja. – powiedziałem wściekły.
-Maciek, kogo ty oszukujesz do cholery?! Przecież widać, że nie jest ci obojętna.
-Zamkniesz się?! Ja i Em jesteśmy tylko przyjaciółmi. – warknąłem.
Krzysiek uśmiechnął się do siebie.
-Chyba nie chcesz, żeby była z królem Gregorem. – szepnął mi do ucha. Wzdrygnąłem się.
-Chcę, żeby była szczęśliwa. – mój głos zdecydowanie zmiękł.
-Z tym dupkiem? A nie chcesz, żeby była szczęśliwa z tobą?
-Idź już. – odwróciłem się w drugą stronę i ręką wskazałem mu drzwi.
-Zrobisz jak zechcesz. – Krzysiek doszedł do drzwi. – Pamiętaj dzisiaj drużynówka.
Gdy usłyszałem trzaśnięcie podszedłem do okna. Emma i Gregor wchodzili przytuleni do hotelu.
***
-Wiesz, że cię kocham? – spytał mnie Gregor.
Ja tylko się uśmiechnęłam. Gdy wchodziliśmy po schodach minął nas Maciek. Odwróciłam się za nim, lecz on szybko zbiegł na dół. Gregor widząc to mocniej mnie przytulił i pocałował w czubek głowy.
-To do zobaczenia na konkursie. – odrzekł Schlieri gdy dotarliśmy do mojego pokoju.
Przytuliłam go i weszłam do pomieszczenia. Postanowiła się trochę zdrzemnąć.
***
Tego skoku nie mogę zawalić. Nie teraz. Dla niej. Mocno odepchnąłem się od belki. Wybicie z progu nie poszło tak dobrze. Zacząłem tracić równowagę.
***
Obudziłem się cały zalany potem, boże co za koszmar. Kurde, musiałem usnąć. Spojrzałem na zegarek. 16:02. Za pół godziny jest zbiórka. Wstałem i zacząłem przygotowywać się do konkursu.
***
Wygraliśmy! Udało się! Drugie miejsce zajęli Niemcy, a trzecie Słoweńcy. Polska wygrała, to było najważniejsze. Gdy zauważyłem Em biegnącą w moją stronę uśmiechnąłem się szeroko i już po chwili poczułem jej ręce na mojej szyi.
-Gratuluję. – wyszeptała wprost do mojego ucha, a po chwili poczułem jej ciepłą łzę na swoim policzku.
-Czemu płaczesz?
-To ze szczęścia. – objęła mnie jeszcze mocniej i wtuliła twarz w moje ramię.
***
-No to kochani, za udane Letnie Grand Prix! – powiedział Kruczek unosząc kieliszek do góry.
Wszyscy zaczęli bić brawa i gwizdać. Uśmiechnęłam się do siebie i po chwili usłyszałam znajom y głos.
-To co, masz jeszcze ochotę na kawę? – spytał mnie Krzysiek, a ja się roześmiałam.
-Pewnie. Jutro?
-OK. – odparł skoczek wyraźnie ucieszony i odszedł.
Impreza trwała w najlepsze. Ludzie tańczyli, śmiali się, rozmawiali, pili… Po chwili muzyka zmieniła się na wolniejszą, co oznaczało koniec zabaw. Zaczęłam wstawać od stolika, gdy nagle Maciek pociągnął mnie za rękę.
-Zatańczysz?
-Oczywiście.
Kot wyciągnął mnie na środek. Wtuliłam się w niego, a po chwili oboje kołysaliśmy się w rytm muzyki. Czułam się bezpiecznie w ramionach Maćka. Przymknęłam oczy i zupełnie zapomniałam o tych wszystkich problemach. Ludzie wokół nas sprzątali wszystko.
-E, zakochańce. Do roboty. – krzyknął Krzysiek. Ja tylko uśmiechnęłam się do siebie.
-Chodźmy może na dwór, bo chyba im tu przeszkadzamy. – powiedział do mnie Maciek, a ja przytaknęłam w odpowiedzi.
Skoczek złapał mnie za rękę i wyprowadził z hotelu. Po chwili lekko się zachwiałam.
-Nic ci nie jest? – spytał.
-Nie. Nic. Chyba trochę przesadziłam z alkoholem.
-Usiądź. – powiedział i pokazał mi ławeczkę.
-Wiesz, tak sobie myślę, że uratowałeś mi życie.
Polak spojrzał na mnie pytająco.
-Wtedy na dworcu, gdyby nie ty, pewnie mnie by już nie było.
-Nie przesadzaj… Wróciłabyś do domu.
-Ja nie mam domu.
-Maciek ponownie na mnie spojrzał. Westchnęłam.
-Nie lubię o tym mówić, ale moi rodzice zmarli osiem lat temu w wypadku samochodowym. Zostałam adoptowana, ale mój ojczym znęcał się nade mną. – pokazał mu wielki siniak w okolicach biodra. – Dlatego przyjechałam do Wisły. Teraz już wiesz.
Spojrzałam w ziemię, a z moich oczu popłynęły łzy.
-Em… Proszę, nie płacz.
Kot mocno mnie przytulił.
-Kocham cię najmocniej na świecie.
-Ja ciebie też, Em. – Maciek mocniej mnie objął i zaprowadził do hotelu.
___________________________
Niezbyt podoba mi się ten rozdział. :/
Pisany na szybko, więc.
Następny za jakieś dwa tygodnie, przepraszam!
Lina. ;*
***
Zawiodłem ją. Miałem wygrać ten konkurs. Znowu wszystko popsułem. Cholera jasna.
***
Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki oddech. Matko, Em, czego ty się boisz? Zapukałam i chwilę później usłyszałam ciche 'proszę'. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się Maciek leżący na łóżku i wpatrujący się w sufit.
-Hej. - przywitałam się i usiadłam koło niego. - Coś się stało?
-Nie, nic. - oparł nadal nie zwracając na mnie uwagi.
-Maciek. - położyłam swoją dłoń na jego. - Jesteśmy przyjaciółmi, tak?
Spojrzał się na mnie i podniósł do pozycji siedzącej.
-Moja mama się rozchorowała. - skłamał.
-Bardzo mi przykro. - odpowiedziałam.
-Idź już, chcę być sam.
***
Gdy Emma wyszła z mojego pokoju westchnąłem i znowu opadłem na łóżko. Kurde, Maciek, co ty robisz?! Do reszty ci odbiło?!
***
Wyszłam z pokoju Kota i spojrzałam na zegarek. Już 23:46. Ruszyłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic, położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam.
***
Obudziło mnie głośne pukanie. Przeciągnęłam się leniwie i niechętnie podniosłam z łóżka. Nie zważając na to, że jestem w piżamie, otworzyłam drzwi.
-Cześć śpiąca królewno. - powiedział Gregor i wszedł do mojego pokoju. - Wiesz, że za piętnaście minut mamy trening?
-Już?! O matko, jak późno.
-Przyniosłem ci śniadanie.
-Nie wiem jak ci dziękować. - odparłam i zaczęłam wyciągać ciuchy z mojej szafy. Weszłam do łazienki i po chwili usłyszałam głos Schlierenzauera.
-Telefon dzwoni.
Wybiegłam jak burza już ubrana.
-Jakiś Andreas.
-A, to nic ważnego. - odpowiedziałam i rozłączyłam połączenie. - Idziemy?
-Jasne.
Wzięłam od Gregora kanapkę, którą mi zrobił i wyszliśmy z pokoju.
Przed hotelem już wszyscy byli. Od razu podszedł do nas Miętus.
-Słuchaj, Em, a może poszlibyśmy dzisiaj na kawę po treningu?
-Dzisiaj Emma ma inne plany. - odpowiedział za mnie Gregor i znacząco objął mnie w pasie.
Krzysiek zrobił zaskoczoną minę, lecz po chwili powiedział.
-No nic, może kiedy indziej. Hej.
Zrobiło mi się strasznie żal Polaka. Po chwili podjechał autobus i wszyscy do niego wsiedli. Gregor zaprowadził mnie, bym usiadła obok niego.
-Dziwny jest ten Miętus. - powiedział gdy ruszyliśmy.
-Miły. - odparłam i uśmiechnęłam się na co Schlieri prychnął pogardliwie i odwrócił się w stronę okna.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Wysiadłam z autobusu i usadowiłam się na trybunach. Skoczkowie skakali, a ja gotowałam się w tym słońcu. Gdy już cała reprezentacja Polski oddała przyzwoite skoki, zeszłam do nich. Po drodze zaczepił mnie Gregor.
***
Gdy zauważyłem, że Emma idzie w naszym kierunku postanowiłem wyjść jej naprzeciw. Lecz pojawił się królewicz Schlierenzauer. Pocałował ją! O nie, tego już za wiele!
***
Zobaczyłam Maćka idącego w stronę szatni. Nawet na mnie nie spojrzał, a tak bardzo chciałam mu pogratulować tego skoku. O co może chodzić?
***
Atmosfera w hotelu była napięta. Dzisiaj konkurs drużynowy. Po obiedzie poszłam do Kruczka spytać się czy nie ma dla mnie pracy. Okazało się, że do końca LGP w Wiśle mam wolne.
-Dobre i to. - pomyślałam i nagle poczułam wibracje w telefonie. 'Gregor dzwoni'. Wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Hej Em. Masz czas?
-Tak.
-To wpadnij do mnie, albo pójdziemy na spacer.
-Dobra, to zaraz będę.
Wyszłam z pokoju, zamykając drzwi na klucz. Przeszłam przez korytarz i zbiegłam po schodach. Piętro niżej zobaczyłam Austriaka czekającego przed swoim pokojem.
-Hej. - przywitał się. - Idziemy na spacer?
Przytaknęłam głową.
Po kilku minutach spacerowaliśmy już ulicami Wisły. Ludzie co chwila zaczepiali Gregora i prosili o autograf. Trochę go to wkurzało więc postanowiliśmy wrócić do hotelu.
-Czasami nie można się od nich opędzić. - powiedział gdy byliśmy już przy budynku. Zaśmiałam się i spojrzałam. Gregor delikatnie mnie objął i złożył pocałunek na moich ustach. Odwzajemniłam go, a Schlieri mocno mnie przytulił.
***
-Maciek, co tak wyglądasz przez to okno? – spytał mnie Krzysiek. – Aaa, Gregor zabiera ci twoją Em. – dopowiedział stając koło mnie.
-Ona nie jest moja. – powiedziałem wściekły.
-Maciek, kogo ty oszukujesz do cholery?! Przecież widać, że nie jest ci obojętna.
-Zamkniesz się?! Ja i Em jesteśmy tylko przyjaciółmi. – warknąłem.
Krzysiek uśmiechnął się do siebie.
-Chyba nie chcesz, żeby była z królem Gregorem. – szepnął mi do ucha. Wzdrygnąłem się.
-Chcę, żeby była szczęśliwa. – mój głos zdecydowanie zmiękł.
-Z tym dupkiem? A nie chcesz, żeby była szczęśliwa z tobą?
-Idź już. – odwróciłem się w drugą stronę i ręką wskazałem mu drzwi.
-Zrobisz jak zechcesz. – Krzysiek doszedł do drzwi. – Pamiętaj dzisiaj drużynówka.
Gdy usłyszałem trzaśnięcie podszedłem do okna. Emma i Gregor wchodzili przytuleni do hotelu.
***
-Wiesz, że cię kocham? – spytał mnie Gregor.
Ja tylko się uśmiechnęłam. Gdy wchodziliśmy po schodach minął nas Maciek. Odwróciłam się za nim, lecz on szybko zbiegł na dół. Gregor widząc to mocniej mnie przytulił i pocałował w czubek głowy.
-To do zobaczenia na konkursie. – odrzekł Schlieri gdy dotarliśmy do mojego pokoju.
Przytuliłam go i weszłam do pomieszczenia. Postanowiła się trochę zdrzemnąć.
***
Tego skoku nie mogę zawalić. Nie teraz. Dla niej. Mocno odepchnąłem się od belki. Wybicie z progu nie poszło tak dobrze. Zacząłem tracić równowagę.
***
Obudziłem się cały zalany potem, boże co za koszmar. Kurde, musiałem usnąć. Spojrzałem na zegarek. 16:02. Za pół godziny jest zbiórka. Wstałem i zacząłem przygotowywać się do konkursu.
***
Wygraliśmy! Udało się! Drugie miejsce zajęli Niemcy, a trzecie Słoweńcy. Polska wygrała, to było najważniejsze. Gdy zauważyłem Em biegnącą w moją stronę uśmiechnąłem się szeroko i już po chwili poczułem jej ręce na mojej szyi.
-Gratuluję. – wyszeptała wprost do mojego ucha, a po chwili poczułem jej ciepłą łzę na swoim policzku.
-Czemu płaczesz?
-To ze szczęścia. – objęła mnie jeszcze mocniej i wtuliła twarz w moje ramię.
***
-No to kochani, za udane Letnie Grand Prix! – powiedział Kruczek unosząc kieliszek do góry.
Wszyscy zaczęli bić brawa i gwizdać. Uśmiechnęłam się do siebie i po chwili usłyszałam znajom y głos.
-To co, masz jeszcze ochotę na kawę? – spytał mnie Krzysiek, a ja się roześmiałam.
-Pewnie. Jutro?
-OK. – odparł skoczek wyraźnie ucieszony i odszedł.
Impreza trwała w najlepsze. Ludzie tańczyli, śmiali się, rozmawiali, pili… Po chwili muzyka zmieniła się na wolniejszą, co oznaczało koniec zabaw. Zaczęłam wstawać od stolika, gdy nagle Maciek pociągnął mnie za rękę.
-Zatańczysz?
-Oczywiście.
Kot wyciągnął mnie na środek. Wtuliłam się w niego, a po chwili oboje kołysaliśmy się w rytm muzyki. Czułam się bezpiecznie w ramionach Maćka. Przymknęłam oczy i zupełnie zapomniałam o tych wszystkich problemach. Ludzie wokół nas sprzątali wszystko.
-E, zakochańce. Do roboty. – krzyknął Krzysiek. Ja tylko uśmiechnęłam się do siebie.
-Chodźmy może na dwór, bo chyba im tu przeszkadzamy. – powiedział do mnie Maciek, a ja przytaknęłam w odpowiedzi.
Skoczek złapał mnie za rękę i wyprowadził z hotelu. Po chwili lekko się zachwiałam.
-Nic ci nie jest? – spytał.
-Nie. Nic. Chyba trochę przesadziłam z alkoholem.
-Usiądź. – powiedział i pokazał mi ławeczkę.
-Wiesz, tak sobie myślę, że uratowałeś mi życie.
Polak spojrzał na mnie pytająco.
-Wtedy na dworcu, gdyby nie ty, pewnie mnie by już nie było.
-Nie przesadzaj… Wróciłabyś do domu.
-Ja nie mam domu.
-Maciek ponownie na mnie spojrzał. Westchnęłam.
-Nie lubię o tym mówić, ale moi rodzice zmarli osiem lat temu w wypadku samochodowym. Zostałam adoptowana, ale mój ojczym znęcał się nade mną. – pokazał mu wielki siniak w okolicach biodra. – Dlatego przyjechałam do Wisły. Teraz już wiesz.
Spojrzałam w ziemię, a z moich oczu popłynęły łzy.
-Em… Proszę, nie płacz.
Kot mocno mnie przytulił.
-Kocham cię najmocniej na świecie.
-Ja ciebie też, Em. – Maciek mocniej mnie objął i zaprowadził do hotelu.
___________________________
Niezbyt podoba mi się ten rozdział. :/
Pisany na szybko, więc.
Następny za jakieś dwa tygodnie, przepraszam!
Lina. ;*